|
|
||||
|
|
2011-08-05
21:45:27 Dramatalog skończony & Pani Dziennikarz na umowie!!!
skomentuj (2)
2011-06-13
12:59:05
W sumie to nie wiem jak, ale pracę skończyłam. Jeszcze przed "sweet25", czyli jakieś 3 tygodnie temu :O. Juz po poprawkach, wydrukowana i oprawiona, czeka aż ją jutro złożę u "tlenionej J." w sekretariacie WP :>. Obrona 29.06. godz. 10.30, więc proszę o kciuków trzymanie :):). Rozmów kwalifikacyjnych już chyba z 14 zaliczyłam. Kiedyś na ich podstawie książkę napiszę. Materiału fabularnego nie będzie brakować, na pewno. Zrezygnowałam z wyjazdu do Indii. Z bólem serca. Z różnych powodów. Nie chcę sie wdawać w szczegóły. Mam jednak nadzieję, że świat mimo wszystko stoi przede mną otworem i kiedyś pozwoli się podbić przez pewną lemonową istotę ;). E. była końcem maja w PL. Najlepsza terapia szczęścia: parapetowe densy. si, si. Polecam!! Humor też zdecydowanie poprawia mi widok wydrukowanej, skończonej pracy, której pisanie przyprawiało mnie momentami o stany frustracyjne! dobrze, że to już koniec naukowego pisania. Zaczęłam współpracować z pewnym "produktem kulturalnym". Piszę teksty o lokalnych artystach, wydarzeniach artystycznych, projektach kulturalnych etc. Cieszy mnie to niezmiernie. Chciałabym jednak być doceniona na szerszą (etatową) skalę. Czasami zastanawiam sie, czy w PL jest to możliwe? Myśle jednak o emigracji, ale w granicach Europy. Mam też sercowe dylematy, ale to u mnie normalne, a nie-niezwykłe.
pozdrawiam, będąc prawie magistrem sztuki!yeah!
skomentuj (1)
2011-03-16
23:02:11
Do tej pory jakoś wzbraniałam się przed tą książką. Nie wierzyłam w jej skuteczność. I choć dalej mam do niej dystans, myślę że coś w tym jest. To we mnie był problem, a nie w innych, nie w trudnej sytuacji na rynku pracy itp. Ja w swojej głowie projektowałam negatywne obrazy zdarzeń, np. rozmów kwalifikacyjnych. To na pewno muszę zmienić. Nastawić się pozytywnie. Powtarzać sobie przed snem i po przebudzeniu: "Zasługuję na szczęście, na sukces. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Dostanę pracę. Obronię się prędko. " Taka postawa na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc. I to bardzo. Tego sie trzymam. Dlatego już sobie wyobrażam, że jutro, góra po jutrze dzwonią do mnie z pewnej agencji interaktywnej w moim rodzinnym mieście i zapraszają na rozmowę. W tym samym dniu, wszak mam do nich dwa kroki, tudzież "dwa obroty rowerowymi pedałami" ;). A po godzinie dzwonią do mnie z radosną nowiną, że od poniedziałku zaczynam pracować :D.
Po weekendzie wraca do mnie moj bicykl w kolorze indygo i koralikami na kółkach ! Nareszcie! Przezimował w krakowskim mieszkaniu.
Poza tym odzyskałam kontakt ze znajomymi z LO, spotykamy się dość regularnie - przeważnie w sobotnie wieczory. To miłe - wyjść, pogadać, nie zamykać się w sobie, nie siedzieć w domu. Wpływa to na mój dobry nastrój - mam dobry humor przez cały tydzień :).
Mam trzy cele na najbliższy czas: finisz pracy i jej obrona; posada w Polsce na czas przed wyjazdem; staż w Azji (sierpień/wrzesień) Uda się. Zaczynam w to głęboko wierzyć. Cele się spełnią, bo pragnę tego i wyobrażam sobie jako sytuacje już urzeczywistnione :).
Pozdrawiam POZYTYWNIE i jak zawsze - CYTRYNOWO (ten kolor zawsze był optymistyczny) !!! :)
skomentuj (0)
2011-02-17
23:29:45 Księżniczkowo i szczęśliwa siódemka :)
2 miesiące mnie tu nie było. Dużo się zmieniło. W zasadzie nie wiem od czego zacząć. Odważna bardziej się nie stałam. Jednakże dzięki nowemu gronu wspaniałych ludzi, wręcz rodziny ;), zapomniałam na chwilę. Czas świąteczno-noworoczny spędziłam z nimi, bawiąc się na księżniczkowym poziomie :). Poczułam się pewniejsza siebie i nabrałam dystansu. Poza tym miałam kilka rozmów o pracę, w różnych miastach Polski - ach ta mobilność i elastyczność ;). W poniedziałek rozmowa numer siedem. Tym razem musi sie udać. O Indiach nie zapomniałam. Przeszłam etap szkolenia i testów językowych, teraz tylko pozostaje znaleźć/wybrać odpowiednią firmę, poddać się rozmowie via skype i ahoj przygodo! :) Praca mgr też zapomnieć o sobie nie daje. Jakoś idzie. Na pewno jest lepiej niż było 2 miesiące temu. Generalnie chciałabym znów mieć dnie wypełnione po brzegi i się nie wysypiać, to dziwne, wiem, ale moża zatęsknić za takim trybem życia :). W weekend urodziny jednej z księżniczek. W sumie fajnie jest :)
Pozdrawiam wytwornie z cytrynowym posmakiem! ;)
skomentuj (1)
2010-12-14
16:09:43
Nie widzę większej trudności w zdecydowaniu się na wyjazd na metaforyczny koniec świata z dnia na dzień. Nie boję się. Jestem pełna euforii i przekonana w stu procentach, że wszystko się uda. Nie mam jednak odwagi, by mówić o swoich uczuciach. Wybieram bezpieczne strategie. Nie ryzykuję. Pewnie dlatego, że bardziej boli odrzucenie niż gdy podróż nie dojdzie do skutku. Dlatego przyjęłam obecnie bezpieczną rolę siostry. W głowie i tak mam sto tysięcy myśli na minutę, i monotematyczne sny co noc. Życie. Jakoś muszę sobie poradzić z tym, co czuję, bo nie chcę stracić kogoś, kto może być dla mnie cudownym przyjacielem.
Pozdrawiam z mojej opery mydlanej ;)
skomentuj (3)
2010-12-05
13:29:21 Ostatnimy czasy nadrabiałam zaległości towarzyskie ;). Przez moją mobilność i nieumiejętność usiedzenia w jednym miejscu na dłużej, w przeważającej mierze mam tzw. "niestacjonarne" grono znajomych. W sumie mnie to cieszy. Zawsze jest pretekst do krótkiego wypadu. A to do Holandii, UK (LDN), Warszawy... Na początku listopada spędziłam fantastyczny weekend u moich masterów w Holandii. Fajnie było znów być przez chwilę w Nijmegen, zobaczyć poczciwy akademik Hoogeveldt, pogadać przy kolacji, winie i serach (również z polski - oscypki to był hit, jaki przywiozłam z PL). Pojeździłam po Niderlandach, przez przypadek trafiłam na festiwal światła w Eindhoven - podziwiałam z K. i Irą z Rosji cudowne iluminacje. Bajecznie !!! Choć to tylko 2,5 dnia, naładowałam się pozytywnie, mimo że na koniec była akcja pt. Jezuuu, zaspałam, nie zdążę na samolot ;p. Zdążyłam. W ostatniej chwili. Spakowałam się, zebrałam się w 15 minut, szur na taxi, bus i na lotnisko!! Śniadanie i toaleta poranna w terminalowych warunkach. Lubię takie klimaty w biegu i tę pozytywną dawkę adrenaliny ;). Warszawa. A.W. Widoki z 11 piętra, konferencyjne klimaty, niebiańska organizacja (również dla podniebienia ;) ). Przejażdżki metrem, ogród saski i plac zamkowy nocą, piątkowe piwo z sokiem brzoskwiniowym i kokosowym, rozmowy do rana, tempo. Polubiłam stolicę. Mogłabym tam jednak mieszkać. czyli: nigdy nie mów nigdy!!! Przestałam ignorować oferty z Warszawy. A nuż się uda. I będę miała choć jedną stacjonarną przyjaciółkę w ten sposób. i spore grono stacjonarnych znajomych. starych i nowych. Indie. Nowy cel. Staż. Bombai lub Delhi. In progress. W lutym będę wiedzieć na 100%. Ciągnie mnie do tego egzotycznego, wielkiego świata. Na pół roku, może dłużej. W Polsce na szczęście nie jestem w stałym związku (choć pewnie i to nie byłoby dla mnie wielka przeszkodą), moja rodzina i znajomi już się przyzwyczail, że mnie nosi po świecie. polubili skype'a jako tymczasowy substytut kontaktów interpersonalnych ze mną. Pewnie nie zgodziliby się na stałą wyprowadzkę, a i ja pewnie bym się nie zdecydowała. A pół roku przecież jakoś zleci. Poza tym mają argument, by się wybrać do Indii, by mnie odwiedzić :). Jeden, mały duży punkt dzieli mnie od definitywnego końca studiów wszelakich: praca mgr. Nieruszona jak na razie. Jakoś zamulam jak słyszę, jak tam idzie pisanie? Nie idzie, stoi w miejscu. Trzeba jednak skończyć z tym rozmemłaniem swoistym i się porządnie wziąć do roboty. Zrobić to raz a dobrze. Już się to zbyt przeciągać zaczyna. Nie jest to na pewno efekt tortu mega czekoladowego, który właśnie konsumuję... ;p oj nie. Energia jest. UUUU, Barbra Streisand :D:D (za NYC) - znacie ?? ;) Pozdrawiam mobilnie, czekoladowo i zimowo !!!! P.S. Notkę dedykuję BunaLizie ;)
skomentuj (0)
2010-10-07
09:09:58 Po dwóch tygodniach spotkań z promotorem, który chyba w pewnym momencie jak widział moje nazwisko na wyświetlaczu telefonu, to mu się słabo robiło, ale dzięki temu od 2 dni jestem już dziennikarką na licencji ;). Pomimo początkowych spięć wynikających z odmiennych gustów literackich - on woli amerykańskich pisarzy, ja europejskich na czele z pewną Austriaczką o imieniu Elfriede, "rozstaliśmy się" w nastrojach peanowych z jego strony. A i mi wróciła sympatia do niego. W takim razie, ta cała otoczka dyscypliny i surowości miała mnie jedynie zmobilizować. I tak było :). Dowiedziałam się potem na obronie, że powinnam rozwijać się w pracy naukowej i zrobić studia doktoranckie (!). Biorąc pod uwagę, że jak na razie moja bytność w agencji jest zawieszona w powietrzu, rozważam różne opcje swojej kariery zawodowej :) Jak na razie jednak za miesiąc lecę do NL, na weekend do moich "masterów". Zasłużyłam. Pozdrawiam serdecznie, czując niesamowitą ulgę z powodu 1 mniej dyplomu do obronienia.
skomentuj (3)
Designed by Nesca 2004
|
|
Archiwum
2011
Inne strony mnie...
|
|