2011-08-05

21:45:27

Dramatalog skończony & Pani Dziennikarz na umowie!!!


Ostatnio umarłam dla blogosfery, ale postaram się nadrobić zaległy miesiąc. Tak, 29.06. zostałam (piątkowym) dramatologiem - magistrem sztuki, jak to oficjalnie mój tytuł naukowy brzmi ;). Naprawdę się cieszę!!! Potem, pod pretekstem świętowania, byłam we Francji w ramach kulinarnych podróży i zawędrowałam wraz z moimi dwoma kochanymi istotkami, do serca Kazimierza. A następnie delektowałyśmy się również produktem francuskiego pochodzenia, na podgórskim kopcu, podziwiając krakowską panoramę z Mariackim na czele ;). Cudowny, jeden z nielicznych prawdziwie letnich wieczorów :):).
I niedługo po obronie posypały się poważne oferty!!! I w końcu udało się. Od poniedziałku zaczynam pracę w pewnej redakcji, w mieście rodzinnym. Nie wiem na jak długo. Mam nadzieję, że spodoba mi się na tyle, że tu zostanę, że zrobię coś pozytywnego dla tego miasta, w każdym - kulturalnym i artystycznym - tego słowa znaczeniu!
A dziś dostałam potwierdzenie przyjęcia mnie w zacny poczet wolontariuszy na EKK 2011!!! WrocLove, 1 tydzień września. Wtajemniczeni wiedzą, co kryje się pod tym skrótem. Prawdziwa uczta dla świeżo upieczonego magistra sztuki!!!
Także ten, karta odwróciła się. Cierpliwość ma wynagrodzona została. Bardzo cytrynowo mi!!!
Pozdrowienia.


skomentuj (2)

2011-06-13

12:59:05

Lemonowy finisz


W sumie to nie wiem jak, ale pracę skończyłam. Jeszcze przed "sweet25", czyli jakieś 3 tygodnie temu :O. Juz po poprawkach, wydrukowana i oprawiona, czeka aż ją jutro złożę u "tlenionej J." w sekretariacie WP :>. Obrona 29.06. godz. 10.30, więc proszę o kciuków trzymanie :):). Rozmów kwalifikacyjnych już chyba z 14 zaliczyłam. Kiedyś na ich podstawie książkę napiszę. Materiału fabularnego nie będzie brakować, na pewno. Zrezygnowałam z wyjazdu do Indii. Z bólem serca. Z różnych powodów. Nie chcę sie wdawać w szczegóły. Mam jednak nadzieję, że świat mimo wszystko stoi przede mną otworem i kiedyś pozwoli się podbić przez pewną lemonową istotę ;). E. była końcem maja w PL. Najlepsza terapia szczęścia: parapetowe densy. si, si. Polecam!! Humor też zdecydowanie poprawia mi widok wydrukowanej, skończonej pracy, której pisanie przyprawiało mnie momentami o stany frustracyjne! dobrze, że to już koniec naukowego pisania. Zaczęłam współpracować z pewnym "produktem kulturalnym". Piszę teksty o lokalnych artystach, wydarzeniach artystycznych, projektach kulturalnych etc. Cieszy mnie to niezmiernie. Chciałabym jednak być doceniona na szerszą (etatową) skalę. Czasami zastanawiam sie, czy w PL jest to możliwe? Myśle jednak o emigracji, ale w granicach Europy. Mam też sercowe dylematy, ale to u mnie normalne, a nie-niezwykłe. 
pozdrawiam, będąc prawie magistrem sztuki!yeah!


skomentuj (1)

2011-03-16

23:02:11

Potęga podświadomości


Do tej pory jakoś wzbraniałam się przed tą książką. Nie wierzyłam w jej skuteczność. I choć dalej mam do niej dystans, myślę że coś w tym jest. To we mnie był problem, a nie w innych, nie w trudnej sytuacji na rynku pracy itp. Ja w swojej głowie projektowałam negatywne obrazy zdarzeń, np. rozmów kwalifikacyjnych. To na pewno muszę zmienić. Nastawić się pozytywnie. Powtarzać sobie przed snem i po przebudzeniu: "Zasługuję na szczęście, na sukces. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Dostanę pracę. Obronię się prędko. " Taka postawa na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc. I to bardzo. Tego sie trzymam. Dlatego już sobie wyobrażam, że jutro, góra po jutrze dzwonią do mnie z pewnej agencji interaktywnej w moim rodzinnym mieście i zapraszają na rozmowę. W tym samym dniu, wszak mam do nich dwa kroki, tudzież "dwa obroty rowerowymi pedałami" ;). A po godzinie dzwonią do mnie z radosną nowiną, że od poniedziałku zaczynam pracować :D.
Po weekendzie wraca do mnie moj bicykl w kolorze indygo i koralikami na kółkach ! Nareszcie! Przezimował w krakowskim mieszkaniu. 
Poza tym odzyskałam kontakt ze znajomymi z LO, spotykamy się dość regularnie - przeważnie w sobotnie wieczory. To miłe - wyjść, pogadać, nie zamykać się w sobie, nie siedzieć w domu. Wpływa to na mój dobry nastrój - mam dobry humor przez cały tydzień :). 
Mam trzy cele na najbliższy czas: finisz pracy i jej obrona; posada w Polsce na czas przed wyjazdem; staż w Azji (sierpień/wrzesień) Uda się. Zaczynam w to głęboko wierzyć. Cele się spełnią, bo pragnę tego i wyobrażam sobie jako sytuacje już urzeczywistnione :).
Pozdrawiam POZYTYWNIE i jak zawsze - CYTRYNOWO (ten kolor zawsze był optymistyczny) !!! :)


skomentuj (0)

2011-02-17

23:29:45

Księżniczkowo i szczęśliwa siódemka :)


2 miesiące mnie tu nie było. Dużo się zmieniło. W zasadzie nie wiem od czego zacząć. Odważna bardziej się nie stałam. Jednakże dzięki nowemu gronu wspaniałych ludzi, wręcz rodziny ;), zapomniałam na chwilę. Czas świąteczno-noworoczny spędziłam z nimi, bawiąc się na księżniczkowym poziomie :). Poczułam się pewniejsza siebie i nabrałam dystansu. Poza tym miałam kilka rozmów o pracę, w różnych miastach Polski - ach ta mobilność i elastyczność ;). W poniedziałek rozmowa numer siedem. Tym razem musi sie udać. O Indiach nie zapomniałam. Przeszłam etap szkolenia i testów językowych, teraz tylko pozostaje znaleźć/wybrać odpowiednią firmę, poddać się rozmowie via skype i ahoj przygodo! :) Praca mgr też zapomnieć o sobie nie daje. Jakoś idzie. Na pewno jest lepiej niż było 2 miesiące temu. Generalnie chciałabym znów mieć dnie wypełnione po brzegi i się nie wysypiać, to dziwne, wiem, ale moża zatęsknić za takim trybem życia :). W weekend urodziny jednej z księżniczek. W sumie fajnie jest :)
Pozdrawiam wytwornie z cytrynowym posmakiem! ;)


skomentuj (1)

2010-12-14

16:09:43

Odwaga


Nie widzę większej trudności w zdecydowaniu się na wyjazd na metaforyczny koniec świata z dnia na dzień. Nie boję się. Jestem pełna euforii i przekonana w stu procentach, że wszystko się uda. Nie mam jednak odwagi, by mówić o swoich uczuciach. Wybieram bezpieczne strategie. Nie ryzykuję. Pewnie dlatego, że bardziej boli odrzucenie niż gdy podróż nie dojdzie do skutku. Dlatego przyjęłam obecnie bezpieczną rolę siostry. W głowie i tak mam sto tysięcy myśli na minutę, i monotematyczne sny co noc. Życie. Jakoś muszę sobie poradzić z tym, co czuję, bo nie chcę stracić kogoś, kto może być dla mnie cudownym przyjacielem.
Pozdrawiam z mojej opery mydlanej ;)


skomentuj (3)

2010-12-05

13:29:21

On tour


Ostatnimy czasy nadrabiałam zaległości towarzyskie ;). Przez moją mobilność  i nieumiejętność usiedzenia w jednym miejscu na dłużej, w przeważającej mierze mam tzw. "niestacjonarne" grono znajomych. W sumie mnie to cieszy. Zawsze jest pretekst do krótkiego wypadu. A to do Holandii, UK (LDN), Warszawy... Na początku listopada spędziłam fantastyczny weekend u moich masterów w Holandii. Fajnie było znów być przez chwilę w Nijmegen, zobaczyć poczciwy akademik Hoogeveldt, pogadać przy kolacji, winie i serach (również z polski - oscypki to był hit, jaki przywiozłam z PL). Pojeździłam po Niderlandach, przez przypadek trafiłam na festiwal światła w Eindhoven - podziwiałam z K. i Irą z Rosji cudowne iluminacje. Bajecznie !!! Choć to tylko 2,5 dnia, naładowałam się pozytywnie, mimo że na koniec była akcja pt. Jezuuu, zaspałam, nie zdążę na samolot ;p. Zdążyłam. W ostatniej chwili. Spakowałam  się, zebrałam się w 15 minut, szur na taxi, bus i na lotnisko!! Śniadanie i toaleta poranna w terminalowych warunkach. Lubię takie klimaty w biegu i tę pozytywną dawkę adrenaliny ;).

Warszawa. A.W. Widoki z 11 piętra, konferencyjne klimaty, niebiańska organizacja (również dla podniebienia ;) ). Przejażdżki metrem, ogród saski i plac zamkowy nocą, piątkowe piwo z sokiem brzoskwiniowym i kokosowym, rozmowy do rana, tempo. Polubiłam stolicę. Mogłabym tam jednak mieszkać. czyli: nigdy nie mów nigdy!!! Przestałam ignorować oferty z Warszawy. A nuż się uda. I będę miała choć jedną stacjonarną przyjaciółkę w ten sposób. i spore grono stacjonarnych znajomych. starych i nowych.

Indie. Nowy cel. Staż. Bombai lub Delhi. In progress. W lutym będę wiedzieć na 100%. Ciągnie mnie do tego egzotycznego, wielkiego świata. Na pół roku, może dłużej. W Polsce na szczęście nie jestem w stałym związku (choć pewnie i to nie byłoby dla mnie wielka przeszkodą), moja rodzina i znajomi już się przyzwyczail, że mnie nosi po świecie. polubili skype'a jako tymczasowy substytut kontaktów interpersonalnych ze mną. Pewnie nie zgodziliby się na stałą wyprowadzkę, a i ja pewnie bym się nie zdecydowała. A pół roku przecież jakoś zleci. Poza tym mają argument, by się wybrać do Indii, by mnie odwiedzić :).

Jeden, mały duży punkt dzieli mnie od definitywnego końca studiów wszelakich: praca mgr. Nieruszona jak na razie. Jakoś zamulam jak słyszę, jak tam idzie pisanie? Nie idzie, stoi w miejscu. Trzeba jednak skończyć z tym rozmemłaniem swoistym i się porządnie wziąć do roboty. Zrobić to raz a dobrze. Już się to zbyt przeciągać zaczyna. Nie jest to na pewno efekt tortu mega czekoladowego, który właśnie konsumuję... ;p oj nie. Energia jest. UUUU, Barbra Streisand :D:D (za NYC) - znacie ?? ;)

Pozdrawiam mobilnie, czekoladowo i zimowo !!!! P.S. Notkę dedykuję BunaLizie ;)


skomentuj (0)

2010-10-07

09:09:58

Pani Podwójna Licencjat :)


Po dwóch tygodniach spotkań z promotorem, który chyba w pewnym momencie jak widział moje nazwisko na wyświetlaczu telefonu, to mu się słabo robiło, ale dzięki temu od 2 dni jestem już dziennikarką na licencji ;). Pomimo początkowych spięć wynikających z odmiennych gustów literackich - on woli amerykańskich pisarzy, ja europejskich na czele z pewną Austriaczką o imieniu Elfriede, "rozstaliśmy się" w nastrojach peanowych z jego strony. A i mi wróciła sympatia do niego. W takim razie, ta cała otoczka dyscypliny i surowości miała mnie jedynie zmobilizować. I tak było :). Dowiedziałam się potem na obronie, że powinnam rozwijać się w pracy naukowej i zrobić studia doktoranckie (!). Biorąc pod uwagę, że jak na razie moja bytność w agencji jest zawieszona w powietrzu, rozważam różne opcje swojej kariery zawodowej :)
Jak na razie jednak za miesiąc lecę do NL, na weekend do moich "masterów". Zasłużyłam.
Pozdrawiam serdecznie, czując niesamowitą ulgę z powodu 1 mniej dyplomu do obronienia.


skomentuj (3)

 

 

Designed by Nesca 2004

szablon-nesca

 

 

 

Księga gości

dodaj
oglądaj

Archiwum

2011
sierpień
czerwiec
marzec
luty
2010
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

 

Inne strony mnie...
Mój 2 krakowski instytut
Moj krakowski instytut, a w zasadzie Wydział
poMAILowane
poGGadane

Poznawane/Poznawani...
Dwa-krzesła On i Ona w roli przyjaciół
Iza i Robak
Pani Fotograf i Pan Inżynier
Patrycja Krajanka i polonistka!
Freyra wszechstronna i marzy o Krakowie:)
Niedzielny Poranek coś, o czym każdy marzy...
Panama ...czyli Diana-przyjaciółka Ani:)
panna-zwyczajna zwyczajna niezwyczajnie bo zakochana:)
shima hipotetyczna elf-ica...
deathline
snajper
elfica
Zdepptana
Wussup
Krzysztof

 

 

www.blog.pl